– Co tam masz? Kamienie czy co? Było mroźne zimowe popołudnie, gdzieś koło trzeciej. Mały okrągły człowieczek z trudem wyciągnął z taksówki niebieski, mocno wyświechtany marynarski worek, a następnie postawił go na chodniku. – Niezupełnie – odpowiedział szczupły jasnowłosy chłopiec w cienkiej kurtce i zadrżał z zimna. – I pewnie parę cegieł na dodatek? – wysapał mężczyzna, unosząc brwi i sięgając do kieszeni po pieniądze. Chłopiec uśmiechnął się grzecznie, kuląc się na wietrze. Mimo wczesnej pory, świeciły już latarnie. Kierowca opuścił zaparowaną szybę okna tylko na tyle, żeby w szparze zmieściła się jego dłoń wyciągnięta po banknoty. Nie miał zamiaru wysiadać, było na to o wiele za zimno. Ten wiatr wiał prosto z Syberii. – Dzięk[...]